25.03.2016

966.



Pudding z ryżu jaśminowego z jabłkiem, śmietankowo-kokosową odżywką białkową, jajkiem, ricottą, pistacjami i miętą
 30B/20T/65W



Za dwa dni święta, a ja jak zwykle ich nie czuję, zero emocji. Zupełnie nie umiem się wpasować we współczesne rozumienie tego okresu. Uwaga, jak nie chce Wam się czytać to skończcie już tutaj :D To co mam do powiedzenia nie tyczy się wszystkich, rzecz jasna. Swoje obserwacje opieram tylko i wyłącznie na moim otoczeniu. 
Mam wrażenie, że chyba trochę pogubiliśmy się w rozumieniu, czym właściwie jest czas świąt. Powiedzcie szczerze z czym on się Wam kojarzy? Mi z bezsensownie wielkimi zakupami robionymi tydzień wcześniej w każdym sklepie w mieście. Zapasami jak na rok. Niekiedy z łażeniem po galerii w poszukiwaniu stroju, w którym zabłyśniemy przed rodziną. Z "wielkimi generalnymi" porządkami dla Jezuska. Ze staniem po całych dniach w kuchni przygotowując wyżerkę, jak dla armii wojska, bo cała rodzina głodziła się te pół roku. Z nastawianiem się na spędzenie czasu z natrętnymi ciotkami i wujkami, rozpaczaniu "ile to się przytyje", traceniem nerwów, zamęczeniem. Pytanie - po co. Czy jeśli nie odkurzymy to Wielkanocy nie będzie? Czy święta nie powinny służyć wypoczynkowi? Oderwaniu się od tych codziennych czynności, spędzeniu czasu z najbliższymi? Czy zamiast piec kolejny pasztet nie powinniśmy właśnie spotkać się z ludźmi, dla których mamy za mało czasu na co dzień? Czy święta nie powinny być przeżyciem religijnym, duchowym a nie kulinarnym i cielesnym? Czy dziś najmłodsze pokolenie w ogóle wie o co chodzi w tym całym "świętowaniu"? Wcale nie o zajączka, żarcie, więcej czasu na granie. Czy rozumie dlaczego w Wielki Piątek nie je mięsa? Czemu idzie z koszyczkiem? (na pewno nie po to by pokazać się wszystkim w nowej kurtce...) Czemu rodzice prowadzą je (pewnie już coraz rzadziej) w Niedzielę przed śniadaniem, kiedy w brzuchu burczy, na mszę?
Żadną przyjemnością dla mnie nie jest siedzenie przy suto zastawionym stole, tymi pieczołowicie przygotowywanymi potrawami, wpychaniu w siebie w tempie błyskawicy trzech dań naraz, niby w towarzystwie rodziny, ale tak naprawdę tępo gapiąc się w telewizor. Bo nawet nie ma o czym rozmawiać. A jak już jakiś temat się znajdzie to o tym jak źle się człowiek czuje, o tym jak to musi iść na dietę albo jaki ten albo tamta jest zła. Raz - dwa świąteczne śniadanie zjedzone teraz szybko do domu i legnąć przed telewizorem, tylko teraz już w swoim towarzystwie. Czy na co dzień nie mogę sobie upiec szynki, ugotować barszczu czy upiec ciasta? Jasne że mogę, i to w ilości którą da się przejeść, a nie która wychodzi bokami po tygodniu dojadania resztek. Czy w tym szale przygotowań świątecznych ludzie mają czas na zastanawianie się, po co właściwie to wszystko? Pewnie niektórzy tak. Ale często chodzi tylko o to, by było smacznie, dużo, najlepiej. Mi osobiście to wcale nie odpowiada. Od pustego przesiedzenia świątecznego dnia jedząc kolejny "ostatni" kawałek sernika, wolałabym spędzić ten czas poza miastem, korzystając z wolnych dni, poznając piękno świata i wykorzystując każdą minutę. Z dala od elektroniki, tych nudzących obowiązków domowych, sprzątania, gotowania, szykowania. Robiąc coś co lubię, a nie mam czasu na to w dzień powszedni. Skupiając się właśnie na przeżyciu duchowym. I wcale nie chodzi o to czy ktoś jest wierzący czy nie. Chodzi o samo podejście. Przemyślenie, co mogę zmienić w życiu by było lepsze? Czego chcę?
Osobiście czuję ukłucie zazdrości słysząc, że ktoś w święta wyjeżdża z rodziną w góry czy gdziekolwiek. Że nie musi siedzieć na tym krześle "bo tak wypada". 
Mam nadzieję, że będę w stanie prędzej czy później właśnie tak spędzać ten czas. Póki siedzę na garnuszku rodziców, taki wybryk chyba przekreśliłby mnie totalnie. Ale i tak mój udział w tym przedstawieniu jest minimalny. I jakoś nie czuję się z tym źle, dużo gorzej by było jakbym wbrew sobie nakręcała te konsumpcyjne święta.
Możecie się ze mną nie zgadzać, hejtować i wyśmiewać, ale nie zapomnijcie, że każdy ma prawo do własnej opinii ;)

Uf, napisałam, mój humanistyczny umysł jest usatysfakcjonowany :D  Zamiast uczyć się stylu naukowego do licencjatu pogłębiam moją miłość do publicystyki, cóż poradzić.

10 komentarzy:

  1. Ech... Powiem Ci, że czuję dokładnie to samo... Nie znoszę świąt, bo teraz kojarzą się już tylko z tymi tabunami ludzi w sklepach obkupujących się jak na wojnę. Szkoda, że mój ojciec też do nich należy...Mimo wszystko życzę Tobie i sobie Wesołych Świąt i dużo cierpliwości:)
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo i Tobie również spokojnych, wesołych świąt :)

      Usuń
  2. W zupełności się z tobą zgadzam! Od pewnego czasu w ogole nie czuję żadnej świątecznej atmosfery - czy na Boże Narodzenie, czy Wielkanoc, a jedynie stres, że to jest nie tak, to też i to... Tak nie powinno być - powinniśmy spotkać się z rodziną, której na co dzień nie widujemy i cieszyć swoim towarzystwem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie tak! mamy nauczke na przyszłość, żeby nie skupiac sie na tym co nie trzeba tylko cieszyć czasem w gronie najbliższych :)

      Usuń
  3. Nie mam za wiele czasu, ale temat mnie zaciekawił, więc przeczytałam tekst jednym tchem. N niestety odnoszę takie samo wrażenie, co TY. Czasami mnie coś trafia jak posłucham moich cioć i wujków... Najważniejszy powinien być czas spędzony z bliskimi i na szczęście moja rodzina o tym pamięta (ta najbliższa...XD). Momi wszystko, spokojnych i miłych Świąt Ci życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z Tobą całkowicie, wszędzie musi być wysprzątane, bo inaczej świąt nie będzie, jeżeli nie będzie tony jedzenia, to po co one w ogóle, wielkanocne zajączki można w sklepie spotkać już od lutego, i jakoś tak.. nie ma atmosfery tego wszystkiego. Dlatego ja osobiście się cieszę, że i u mnie w domu zmienia się do tego trochę podejście.. i to na dobre, mama nie szykuje miliona ton jedzenia, tylko tyle, aby można nie gotować przez te dwa dni, a, że jeszcze nas nie ma to tym bardziej dużo nie trzeba. Wiedząc, że będziemy się gdzieś lepiej czuć idziemy tam, aby dłużej posiedzieć, a nie do kogoś na siłę, w małym, ale wspaniałym towarzystwie, cieszy mnie to, choć dla mnie święta same w sobie są męczące, tym siedzeniem przy stole, bo cały dzień.. dwa to jednak za dużo xd :D
    Mimo wszystko mam nadzieję, że i Tobie święta się udadzą, i choć trochę odpoczniesz, Wesołych Świąt! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi rodzice też mają już troche inne podejście, ale mimo wszystko nie rozumiem dlaczego, załóżmy, szynkę na kanapki można upiec tylko w tym czasie a nie w zwykły powszedni dzień, przecież każdy zje z takim samym apetytem, a nawet większym bo nie będzie jeszcze musiał zagryzać sałatką i ciastem...
      dziękuję za życzenia, odpocznę na pewno, w końcu po to jest wolne :D Tobie również spokojnych i rodzinnych świąt :*

      Usuń
  5. No ja wlasnie swieta spedzam lightowo z moja rodzina ,bez biegow ,stresu i bog wie jakich przygotowan ,skromnie bedzie ale w doborowym towarzystwie , porzadkow tez wielkich nie ma bo na ogol mam czysto w domu ^^ , ma byc spokojnie ,smacznie i wesolo . Wesolych Swiat! Motor z fb .

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, są dla mnie dużą motywacją! :)