12.07.2015

784. Wenecja


Kasza kukurydziana z jabłkiem, waniliową odżywką białkową, twarożkiem, prażonym słonecznikiem i płatkami migdałów, cynamonem i babką płesznik
31B/15T/63W



Dziś trochę o Wenecji, to był nasz pierwszy przystanek po kilkunastu godzinach podróży. Pobudka o 6 nie do końca mnie ucieszyła, biorąc pod uwagę fakt, że położyłam się koło 1. Ale akurat w tym hotelu było jedno z najlepszych śniadań- szwedzki stół, a na nim croissanty, pieczywo, jogurty, musli, płatki, bakalie, dżemy, ciastka, wędlina, kawy, herbaty i soki. Jeśli chodzi o śniadania, tylko dwa razy byłam zadowolona. Włosi śniadań rano nie jadają i chyba nie do końca wiedzą co i jak. W większości miejsc dostawaliśmy po jednym plasterku szynki i sera, kilka kromek suchego białego chleba i trochę dżemu. Fatalnie jak na cały dzień zwiedzania.
Po śniadaniu pojechaliśmy na miejsce. Wenecja na tle architektonicznym zrobiłam na mnie chyba najmniejsze wrażenie spośród reszty punktów wycieczki, ale urok swój ma. Na plac św. Marka dostaliśmy się barką, a tam powitały nas tysiące ludzi. Ja nie wiem skąd się biorą Ci turyści :D Dla mnie było ich stanowczo za dużo, a jeszcze gorsi byli natrętni handlarze, którzy za wszelką cenę chcieli Ci wcisnąć selfie stick/ wodę/ chustę /torebki czy figurki. Ale to tak w całych Włoszech i w sumie nie tylko. Pozwiedzaliśmy miasto i zapoznaliśmy się z najważniejszymi zabytkami Wenecji m. in. Bazyliką św. Marka, Pałacem Dożów, Wieżą Dzwonniczą i oczywiście ich słynnymi mostami. Upał niesamowity, podobno było 40 st w cieniu, nawet dla mnie to zbyt wiele. Jedyne o czym marzyłam to było zimne picie albo lody, a tu wszędzie tylko kawa i kawa. Jeśli chodzi o kawę, to za espresso czy americano przy barze zapłacimy ok 1 euro- 1,5 euro, a już przy stoliku więcej, gdyż często doliczają nam opłatę za obsługę kelnerską. O lodach opowiem przy okazji Florencji bo tam zjadłam pierwszy raz prawdziwe włoskie lody *_* Poza kawiarniami wszędzie otaczały nas kramy z pamiątkami. Oczywiście najpopularniejszą pamiątką z Wenecji są maski. Prawdziwą i dość dużą możemy kupić za ok. 10- 15 euro. Ja kupiłam małą za 3 euro.
Zwiedzanie zakończyliśmy rejsem gondolami. Wenecja tylko zaostrzyła mój apetyt na więcej i więcej ;)





 



















7 komentarzy:

  1. tak dawno nie jadłam kaszki kukurydzianej, przypomniałaś mi o niej!
    a zdjęcia- bajka!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie jadłam kaszki,a planuję kupić :)
    Piękne zdjęcia,zazdroszczę :(

    http://lifeofangiee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę Wenecji i włoskich lodow! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. A u mnie kukurydziana z jabłkiem i cynamonem była wczoraj. Uwielbiam ją. :)
    Zdjęcia piękne, ale przyznam szczerze, że na mnie Wenecja aż takiego wielkiego wrażenia nie robi- za bardzo przereklamowana i za dużo ludzi. Za to za mało miejsc, gdzie można spokojnie usiąść i podziwiać. ;)
    Ale zakup maski to obowiązek :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Weeneeccjaa! <3. Jade, jade, jade :D + Alpyyy <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Zazdroszczę Wenecji, zawsze chciałam zobaczyć to piękne miasto, mam nadzieję, że mi się uda, zanim zatonie :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Wenecja znana turystycznie, ale jednak zawsze znajdzie się w niej coś, czego się nie widziało i nie znalazło w poradniku podróżnika. Miejsce kojarzone typowo z zakochanymi, ale samemu też jest po co wyskoczyć.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, są dla mnie dużą motywacją! :)