04.02.2015

672.


Kasza manna z ubitym białkiem, kakao, kawą, bananem, amaretto, herbatnikami, suszonymi wiśniami, ostropestem i solą





- Jakoś sobie poradzę.
- Jakoś sobie radzić, to nie jest życie.— James Frey Ostatni testament

Właśnie. Ostatnio coraz częściej dopada mnie ból egzystencjalny. Wczoraj w pracy, o mały włos, a wpadłabym w histerię. Popatrzyłam na grafik, który zmienił się po raz setny (musi przecież pasować wszystkim poza mną) i nagle poczułam się strasznie. Doszło do mnie, jak bardzo mam dość tego miejsca, jak nie chcę tu być, mam dość tej rutyny, tego, że wszelkie plany zawsze muszę odwoływać, bo... praca. Dlaczego w walentynki zamiast bawić się z przyjaciółkami we Lwowie będę parzyć kolejne kawy czy herbaty i zmywać naczynia? Poczułam się spętana, pusta. W końcu mam 20 lat, dlaczego nie robię czegoś co napełniałoby mnie satysfakcją, czemu nie popełniam błędów, coraz rzadziej wychodzę z przyjaciółmi, nie czerpię z życia? A potem uświadamiam sobie moją codzienność, to że muszę liczyć tylko na siebie, że jeśli nie będę miała jakiegoś zarobku, to nawet na bilet do Krakowa mi nie wystarczy. Przeklęte pieniądze, przecież na takie rozterki mam jeszcze czas, dlaczego musiałam dorosnąć tak szybko? Przytłoczyło mnie to. Nie wiem co chcę robić w przyszłości, nie potrafię zaangażować się w studia, na pasje brakuje mi czasu. Budzę się codziennie rano z myślą, że rzucę pracę i zacznę szukać siebie. Po 10 minutach i kolejnej kłótni rezygnuję, bo przecież muszę za coś żyć. Mam dość tej nienawiści, chyba powoli dochodzę do powodów, które popchnęły mnie w stronę choroby 3 lata temu. Chęć bycia w centrum uwagi, ucieczka od życia, chciałam żeby ktoś podejmował decyzje za mnie, ja tylko schowałabym się w łóżku z moją obsesją, która pozwalała mi czuć satysfakcję i kontrolę, a wszyscy wokół mnie by skakali. Wiem, że pokonałam te zaburzenia, ale wciąż nie potrafię stawić czoła życiu. Nie mam odwagi rzucić wszystkiego, zaryzykować. Szczerze mówiąc jestem w kropce, potrzebuję rozmowy, porady, a tymczasem od strony bliskich mam tylko krzyk i pretensje. Nie użalam się nad sobą, wiem że jest w tym moja wina, po prostu nie mogę tego w sobie dusić. Pełno, pełno rozterek w mojej głowie i nie daję rady. Przede mną czwarty semestr, a ja pytam sama siebie, czy ja w ogóle chcę to robić? Wszyscy mi powtarzają "Skończ te studia, bo co będziesz niby potem robić?". I to mnie tak bardzo denerwuje. A może ja nie chcę? Dlaczego muszę żyć utartym schematem, skończyć studia, znaleźć nudną pracę, a wszelkie marzenia odłożyć na bok? Szukam odpowiedzi i odwagi w sobie. Ale narazie jedyne co chcę, to gdzieś się schować. Bo nic nie wiem.


Przepraszam, musiałam to z siebie wyrzucić.

8 komentarzy:

  1. Po przeczytaniu mogę stwierdzić, że mniej więcej wiem co czujesz. Ja tylko czekam do matury, chcę ją napisać jak najlepiej, bo to jednak podstawa. Jednak nie zamierzam iść na studia tak jak 99,9% moich znajomych i ogólnie osób w moim wieku. Czuję, że dla mnie to jeszcze nie czas, a po co mam się męczyć na jakiś studiach? Po to żeby tylko na nich być? To nie ma najmniejszego sensu.

    OdpowiedzUsuń
  2. To Twoje miejsce i dobrze, że wyrzuciłaś to z siebie - może choć trochę dodało Ci to ulgi, może znajdzie się ktoś kto pomoże - swoją drogę, wiedz, że zawsze możesz napisać - chętnie porozmawiam :*
    Trudno czasem znaleźć ścieżkę dla siebie, ciągle ją tworzymy, odkrywamy nowe i nie chcemy by coś w tym nam przeszkodziło. Jednak są ograniczenia, tak jak w Twoim przypadku praca i nie do końca satysfakcjonujące studia. Pomyśl o tym co dla Ciebie najważniejsze, posłuchaj serca, ale i rozumu, by też rozsądnie wybrać i mieć stabilne życie :) Wiem, że mi tak łatwo pisać, a ty pewnie jesteś zagubiona w Tym wszystkim, ale uwierz, że najważniejsze jest byś była po prostu szczęśliwa i mogła robić to co kochasz. Czasem trzeba przejść jakiś okres, by potem móc odnaleźć pełnię radości, robić to co w życiu na prawdę się kocha, mieć czas na pasję czy hobby i jakoś ustabilizować sobie życie. Nie zawsze będzie kolorowo i grunt w tym, by mieć siły i energię do tego by dążyć do spełniania marzeń i nie poddawać się tylko ciągle pnąc do przodu. Pamiętaj, uwierz w siebie i swoje cele. Ja wierzę, że dobrze wybierzesz i dasz sobie z wszystkim radę :* Ślę buziaki i uściski na pocieszenie. O szczery uśmiech proszę i miłego dnia życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo tu właśnie jest Twoje miejsce, by móc z siebie wyrzucić to czego chcemy się pozbyć. Od razu na pwno lżej Ci na serduszku. :)
    Zdaję sobie sprawę, że nie jest Ci tearz łatwo, przed Tobą trudna decyzja do podjęcia, dlatego dokłądnie przemyśl wszystkie za i przeciw, by później niczego nie żałować. Weź pod uwagę co jest dla Ciebie najważniejsze. Musisz być silna i wierzyć w siebie, nie poddawać się od razu, nasze życie nigdy nie będzie łatwe i kolorowo dlatego dąż do tego by żyło Tobie się jak najlepiej :)
    Trzymaj się mocno :**

    OdpowiedzUsuń
  4. i ta delikatna, puszysta manna- wspaniale!

    OdpowiedzUsuń
  5. Manna z ubitym białkiem jest najlepszą wersją :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, są dla mnie dużą motywacją! :)