07.10.2014

583.


Kasza manna z jabłkiem, ricottą, malinami, prażonymi wiórkami kokosowymi, babką płesznik, cynamonem i wanilią, kawa orzechowa


W domu mam piekło, pogodzenie pracy, studiów i reszty zajęć będzie mega trudne,a do tego wszystkiego mój organizm postanowił o sobie przypomnieć. Żeby nie było nudno. Oczywiście żeby dostać się do lekarza, jak zwykle trzeba swoje odczekać. Dlatego mam szczerą nadzieję, że to nic poważnego. Tylko nerwy, nerwy, nerwy.

11 komentarzy:

  1. ta czerwień w miseczce jest obłędna! porywam Ci dzisiaj tę kaszę, bo aż ślinka cieknie jak na nią patrzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie denerwuj się, spokojnie i uwierz w końcu w siebie! z pozytywnym myśleniem wszystko pójdzie o wiele łatwiej :) wiem, że mi tak łatwo się mówi, ale uwierz sama nie mam tak lekko, a gdy myślę optymistycznie od razu mi lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba dobrze myślisz, dziękuję i wzajemnie! :)
    Chyba taki "odpoczynek" Ci się przyda :)

    OdpowiedzUsuń
  4. manna na wypasie <3 trzymaj się :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tyle tutaj smacznych dodatków, że od razu uśmiech mi się na twarzy maluje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. i znowu ta delikatna kasza manna z malinami... pycha!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dostanie się do lekarza graniczy z cudem, wiem coś o tym. Ach to kochane NFZ <3
    Mam nadzieję, że jednak nei jest to nic poważnego!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiesz, mam wrażenie, że całe wieki nie odwiedzałam blogosfery. Dzisiaj fejsbukiem mi poniekąd przypomniałaś, że warto jednak znaleźć na to chwilę. Całkowicie rozumiem Cię, jeśli chodzi o sprawę ze studiami i pracą. Powiem tak - jest ciężko, początek jest bardzo trudny. Ale potem człowiek się przyzwyczaja. Akceptuje, że niektórzy studenci narzekają na brak czasu, nie pracując i nie mając większych zmartwień. A my - my mamy inną sytuację. I musimy być silniejsze. Żadna większa filozofia, tym bardziej żadna życiowa sprawiedliwość, po prostu rzeczywistość. Powiem Ci, że ja myślałam o rezygnacji z pracy, ale odrzuciłam te myśli po około półtorej tygodnia. Kiedy zdałam sobie sprawę, że lubię tę pracę, lubię tamtych ludzi i za bardzo się starałam, żeby tę pracę mieć. Analogicznie podobną myślową debatę stoczyłam w sprawie studiów. I żyję. Bez czasu praktycznie na nic, ale może przez to intensywniej? Kto wie.
    Mam nadzieje, że moja refleksja na temat Twojego dzisiejszego wpisu Cię nie znudziła. A śniadań to w sumie Ci zazdroszczę, właściwie to zapału do nich, bo ma od ponad miesiąca chyba nie zjadłam śniadania (kawa ze Starbucksa okazała się przyzwoitym zastępstwem, ale... ale tęsknię za czasami, tak trochę, kiedy miałam czas chociażby na placki z rana, czasami). No nic. Może jeszcze mnie zmotywujesz do gotowania śniadań, bo takie tu apoetyczne. :) W sumie przytachałam dziś po pracy do domu dwie wielkie dynie, karobowy syrop klonowy i kandyzowane jagody, może wieczorem zrobię dyniową owsiankę. I może któregoś razu będzie z rana. :D Trzymaj się ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo smacznie tu i kolorowo:)
    Ja też ciągle się denerwuję...wszystkim. Później tu czy tam mnie coś boli czy piecze i bardziej się nakręcam...Jakbyś chciała po prostu popisać to u mnie na blogu znajdziesz do mnie adres mailowy. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, są dla mnie dużą motywacją! :)